|
Peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej to moment, w którym sacrum wchodzi w naszą codzienność – dokładnie tak, jak Jezus i Maryja weszli w codzienność nowożeńców w Kanie Galilejskiej.
To wydarzenie opisuje w Ewangelii wyłącznie św. Jan (J 2, 1-11): Trzeciego dnia odbywało się wesele w Kanie Galilejskiej i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? [Czy] jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie». Dalej w Ewangelii czytamy o sześciu kamiennych stągwiach, które stały przygotowane do żydowskich oczyszczeń. Były puste, dopóki Maryja nie zauważyła braku wina, a Jezus nie nakazał napełnić ich wodą. „Napełnijcie stągwie wodą” – powiedział. W kontekście peregrynacji każda parafia i każda rodzina staje się taką Kaną Galilejską. Przyniesiemy Bogu nasze dramaty, ciężary i trudności, wiedzę, którą posiadamy, a która może nas przytłaczać. Chodzi o to, by przynieść – a czasem wręcz „zawlec” przed oblicze Jezusa przez ręce Maryi – to, czego o własnych siłach nie jesteśmy już w stanie nieść. Warto w tym miejscu przywołać postawę św. Jana Pawła II. Po zamachu 13 maja 1981 roku pozostały kule, które go zraniły. Papież zdecydował, aby jedną z nich umieścić w koronie Matki Bożej Fatimskiej. Zdumiewające jest, że kula pasowała idealnie, bez żadnych przeróbek. Zwróćmy na to uwagę: on ofiarował to, co było przerażające i niszczące, Tej, która przyjmuje takie dary jako wyraz ufności. Idźmy tą drogą. Zastanówmy się, jaka jest „kula”, którą przyniesiemy na czas peregrynacji? Przygotujmy się, aby ją złożyć u stóp wizerunku, który stanie w naszym kościele. To błogosławiony, powiedziałbym – mocny czas, w którym nie może zabraknąć naszego osobistego trudu. Bóg uczyni wszystko, ale z naszej strony potrzebne jest choćby najmniejsze usiłowanie. Oby płynęło ono z głębi i było ufne. Podczas nawiedzenia w naszej świątyni ustawiona zostanie symboliczna stągiew. W tradycji biblijnej było to naczynia ciężkie, kamienne i bardzo pojemne – podobnie jak nasze życie, które czasem bywa trudne do udźwignięcia, ale ma w sobie przestrzeń na czynienie i przyjęcie wielkich rzeczy. To do przygotowanej stągwi będziemy wrzucać spisane prośby i dziękczynienia. Ten gest to przyznanie: „Jesteśmy pustymi naczyniami”. Ale to także akt odwagi, by przynieść Bogu swoje życie, bez ukrywania czegokolwiek. Potrzebujemy Bożej interwencji, by nasza „woda” – szara codzienność stała się „winem” – łaską, której wystarczy dla każdego. Nie bój się, jeśli braknie ci słów, jeśli nie zdołasz opisać wszystkiego, co cię boli, jeśli wrzucisz do stągwi tylko swoją „symboliczną kulę” – czystą kartkę pełną milczącego cierpienia – Matka Boża to odczyta i zrozumie. Tak jak w Kanie Maryja dostrzegła brak wina i dyskretnie szepnęła o kłopocie gospodarzy, tak i teraz, gdy przyjdzie do nas 23 i 24 kwietnia, zbierze nasze zapisane i niezapisane intencje, to, co ukryte w głębi naszych serc, i zaniesie przed oblicze Jezusa. My, parafianie, jesteśmy jak owi słudzy z Kany Galilejskiej. Naszym zadaniem jest tylko (i aż) napełnić stągiew. Reszta należy do Niego. |